środa, 31 lipca 2013

Opowiadanie z Harrym cz. 36 "Za późno, by ją wyleczyć.."

Otworzyłam oczy, widząc, że jestem podłączona do jakiejś aparatury. Nikogo nie było po za pielęgniarką, która jak zobaczyła, że się obudziłam, pobiegła po lekarza. Do sali weszło dwóch facetów, ubranych w jakieś maski. Podeszli do mnie na dość dużą odległość i zaczęli zadawać pytania.
- Jak się pani nazywa?
- (t.i i t.n ).
- Pamięta pani co się ostatnio wydarzyło?
- Obudziłam się i bolała mnie głowa, leciała mi krew z nosa....wstałam by iść do kuchni, ale po drodze zasnęłam chyba...- mówiłam słabym głosem.
- Czy ten ból głowy, pojawiał się wcześniej?
- Tak, czemu ja tu jestem?
- Jest pani chora, bardzo poważnie - te słowa, uderzyły we mnie z dużą siłą, jakbym to przewidziała. Przewidziała, że będę bardzo chora.
- Gdzie jest Harry i na co chora?
- Pani narzyczony jest na korytarzu....
- Chcę z nim porozmawiać.
- To jest nie możliwe, przykro mi
- Czemu, o co tu chodzi?
- Do tej sali nikt nie może wchodzić, została pani...
Poczułam jakby, ktoś nagle walną mnie cegłą w głowę, silny ból i urwanie filmiku. Wszystko zniknęło, tak nagle zapadła cisza i spokój.

*** Oczami Harrego ***
Wszedłem do mieszkania, ledwie trzymając się na nogach. Pytania przyjaciół i rodziny od razu doszły do moich uszu.
- Harry wiadomo już coś, co mówią lekarze? - zapytał spokojnie Liam, uciszając wszystkich.
Usiadłem na rogu kanapy i siedziałem cicho, wypowiedzenie słów sprawiało mi dużą trudność.
- Harry kurwa!
- Gdzie jest Darcy?
- Śpi w pokoju, powiedz nam co się stało?
- Obudziła się....na chwilę.
- To dobrze.
- Lekarze powiedzieli, że robią co w ich mocy, ale dają jej nie więcej, jak tydzień życia. Jej organizm jest za słaby, a choroba rozwijała się już wcześniej, teraz jest za późno by ją wyleczyć. Leki nie chcą działać....
- Czemu mi nie powiedziała? - rozpłakałem się- Ona nie może mnie zostawić, mamy córeczkę, ja nie dam sobie rady bez niej - Ocierając łzy wstałem z miejsca i wyszedłem z salonu.

Stojąc przy łóżeczku córeczki, przyglądałem się jej. Jak spała wyglądała identycznie jak (t.i). Wyciągnąłem małą z łóżeczka i mijając wszystkich zabrałem ją do sypialni. Położyłem się z nią na łóżku i nie hamując łez, głaskałem ją po włoskach. To wszystko...dla czego to spotkało właśnie ją? Czemu kiedy wszystko się układa, bóg chce mi ją odebrać? Najważniejszy powód mojego życia. Przecież mamy malutkie dziecko, ja sobie bez niej nie poradzę, nie dam rady. Co z naszym ślubem? Co z planami na przyszłość? Wszystko tak po prostu ma się skończyć? Nie pozwolę jej umrzeć, nie może, kocham ją. Kto temu zawinił? Kto popełnił błąd, że ona teraz musi cierpieć? Kto ją zaraził tą cholerną sepsą?

***

Minęły 4 dni, a ona się nie budziła, nie dawała znaku życia, czasu zostało co raz mniej. Jej serce biło, ale wolno i słabo. Lekarze ściągali różne lekarstwa, eksperymentowali na niej. Sprawdzali każdy lek po kolei, licząc, że któryś zadziała. Nie tracili nadziei, tak samo jak ja. Głośny płacz dziecka, przerwał moje myśli, a ja wstając z łóżka udałem się do jej pokoju. Wziąłem na ręce i próbowałem uspokoić. Strasznie płakała, odczuwała brak mamy. Chodziłem z nią już 10 minut po pokoju, a dziecko nie przestawało płakać. Głowa pękała mi, a ja nie dawałem sobie rady, przerosło mnie to wszystko. Położyłem dziecko z powrotem do łóżeczka i wyszłem z pokoju. Szukając telefonu, w przypływie złości, zacząłem demolować sypialnie. Przewracałem i rzucałem wszystkim co wpadło mi w ręce. Zacząłem krzyczeć, walić pięściami o ściany, agresja jaka się we mnie wzbudziła...to, ja nie mogłem zapanować nad tym. Czemu nie ma jej, teraz jak ja tak bardzo jej potrzebuję? Znajdując już telefonu, opuściłem zdemolowane pomieszczenie i wróciłem do dziecka. Ponownie wyciągnąłem ją z łóżeczka, usiadłem na ziemi i przytulając małą do klatki piersiowej zacząłem śpiewać kołysankę. Co dziennie skrywam swoje uczucia, chowając je jak najgłębiej w sobie. Nie ukazuje łez, udaje twardego, lecz każdej nocy pękam. Płaczę w poduszkę, dając upust emocją, tłumionym przez cały dzień. To stało się moją rutyną przez ostatnie dni. Widząc jak córeczka już spokojna zasypia, wykręciłem numer do Danielle i poprosiłem o pomoc. Ona się zgodziła i już po 20 minutach była u mnie w mieszkaniu, zabierając Darcy do siebie. Wszedłem do porozwalanej sypialni i łzy ponownie zaczęły rwać się z oczu. Podniosłem z podłogi potłuczoną ramkę z naszym wspólnym zdjęciem i wyjąłem fotografie, kalecząc przy tym palce. Położyłem się ze zdjęciem na łóżku i mocno je do siebie przyciskając zacząłem mówić jak bardzo ją kocham, aż zasnąłem....


2 komentarze: