czwartek, 1 sierpnia 2013

Opowiadanie z Harrym cz. 37 "Obudziła się.."

*** Oczami Harrego***

Wstałem wcześnie rano, w okropnym stanie. Przeczesałem dłonią włosy i spojrzałem na zdjęcie obok mnie. Łzy ponownie napłynęły do oczu na myśl o dziewczynie i wspomnieniach z wczorajszego dnia. Mrugając kilkakrotnie powiekami, nie pozwoliłem im wypłynąć. Wstałem z łóżka i zacząłem sprzątać sypialnie. Poskładałem ciuchy (t.i) i swoje, w kostkę i wsadziłem do szafy. Szkoło z rozbitej ramki i wazonu zmiotłem, a następnie odkurzyłem. Wszystkie butelki po alkoholu, w którym w ostatnich dniach zatapiałem smutki, wywaliłem do śmieci i zaścieliwszy łóżko, poszedłem wziąć prysznic i przyodziać się w czyste ciuchy. Zjadłem śniadanie, co z trudem mi przychodziło i wychodząc z mieszkania, pojechałem do domu chłopaków, gdzie nocowała Darcy. Wszedłem do środka, słysząc śmiechy Liama i Zayna. Zdjąłem buty i przeszedłem przez długi korytarz do salonu. Przywitałem się z chłopakami i biorąc na ręce córeczkę, którą właśnie się zajmowali usiadłem na kanapie. Ucałowałem czółko małej i delikatnie kołysałem. Była spokojnym dzieckiem, nie sprawiała dużych problemów, płakała tylko jak czuła, że coś jest nie tak, albo jak była głodna.
- Harry jak się czujesz? - zapytał Daddy.
- A jak mam się czuć, dziewczyna, którą kocham nad życie, leży w szpitalu i walczy z chorobą, która ją zabija, a ja zostałem sam z małą, ja nie daje rady. A wiecie co jest najgorsze? Widziałem już wcześniej, że z (t.i) jest coś nie tak, ale myślałem, że to zmęczenie, gdybym jakoś zareagował, byłaby tu teraz ze mną i tak bardzo nie cierpiała...- głos zaczął się łamać, a ja nie potrafiłem wypowiedzieć następnych słów.
- Będzie dobrze, ona jest silna, zobaczysz wyjdzie z tego, ma dla kogo walczyć, nie zostawi was.- słowa wydobyły się z ust Zayna, mając na celu pocieszyć mnie.
- A co jeśli nie, co jeśli umrze?
- Nie umrze, nawet tak nie myśl, nie możesz...
- Chciałbym powiedzieć jej jak bardzo ją kocham, przez ostatnie 2 tygodnie nie powiedziałem jej tego, ani razu... nie powiedziałem jej ile dla mnie znaczy, byłem zbyt zabiegany...
- Ona to wszystko wie, wie, że ją kochasz... musisz wziąć się w garść- Liam próbował mnie uświadomić, ale ja byłem odporny na jego słowa.
- Czy Darcy, może zostać u was na jeszcze jedną noc? Proszę?
- Stary, wiesz, że tutaj jest wasz drugi domu i nie ma żadnego problemu, żeby tu została...ja się nią zajmę, są dziewczyny...
- Dziękuję.
Rozmowę przerwał nam mój telefon, wyciągnąłem go pośpiesznie z kieszeni i widząc nieznany numer, niepewnie odebrałem.
- Halo?
- Pan Harry Styles?
- Tak- odparłem zmieszany.
- Tutaj ordynator szpitala, pana narzeczona...
- Co z nią? - przerwałem mu, temperatura ciała wzrosła, a serce przyśpieszyło.
- Obudziła się, leki zadziałały, są szanse, że wyjdzie z tego, robimy teraz badania na lek, który zadziałał i podamy jej go ponownie, mógłby pan przyjechać?
- Tak zaraz będę, już jadę- rozłączyłem się i podałem dziewczynkę Liam'owi.
- Muszę jechać, nie mam czasu.
- Co się stało, gdzie jechać?
- Do szpitala, (t.i) się obudziła, zadzwonię...
Wybiegłem z domu i wsiadając w samochód, ruszyłem z piskiem opon. Pędziłem ulicami, łamiąc prawo, kilka razy mało co nie spowodowałem wypadku. Zdyszany wbiegłem do szpitala i udałem się na odpowiedni oddział. Złapałem szybko lekarza, który zadzwonił i próbowałem się czegoś dowiedzieć.
- Podaliśmy jej kolejną dawkę tego leku, choroba powoli ustępuje, (t.i) wybudziła się to są dobre znaki, proszę być dobrej myśli.
- Mogę do niej wejść, bardzo proszę, tylko na chwilę?
- Nie powinienem, ale proszę pójść za mną, dam panu strój.
Ubrany w jakiś lekarski zielony fartuch i worki na butach, wszedłem do sali. Podszedłem do dziewczyny i złapałem ją za rękę.
Otworzyła oczy i spoglądając na mnie mocniej ścisnęła moją dłoń. Oddychała przez maskę, a jej kruche i znacznie chudsze ciało leżało bezwładnie przykute do łóżka. Z jej oczu poleciało kilka samotnych łez, a ja z trudem powstrzymywałem swoje.
- Przepraszam.... kocham cię- na moje słowa, dziewczyna ponownie ścisnęła mocniej moją dłoń.
Łzy płynęły z jej oczu, a ona nie mogła nic zrobić, leżała na łóżku, a jej ciało tak jakby umarło. Jej jedynym ruchem było ściskanie mojej dłoni, tylko to mogła zrobić. Nie wydawała z siebie, żadnych odgłosów, jakby ktoś odebrał jej głos. Klatka unosiła się delikatnie w górę, a oddychanie sprawiało kłopot i ból. Patrzyła na mnie zapłakanymi oczami, z których wypływało co raz więcej słonych stróżek. Jej twarz była blada, porównywalna do białej ściany. Z trudem próbowałem nie płakać, zamknęła swoje oczy, puszczając moją dłoń, a ja wyszedłem szybko z sali i zjeżdżając po drzwiach wybuchłem płaczem. Nie wytrzymałbym tam dłużej, nie dałbym rady powstrzymywać płaczu. Nie potrafię tak na nią patrzeć i nie móc w żaden sposób pomoc. To tak jakby ktoś wbijał ci po kolei noże w ciało, a ty nie mógłbyś powiedzieć, by przestał. Wyciągając z kieszeni telefon, napisałem smsa do Liama, informując go o stanie dziewczyny i resztę dnia spędziłem w szpitalu, monitorując z lekarzami w oddzielnym pomieszczeniu stan ukochanej.

Zmęczony stałem przy szybie i opierając głowę o szkło, patrzyłem na dziewczynę. Doktorzy, co jakiś czas wchodzili i podawali jej kolejne dawki leku, a ja stałem, nie mogąc wejść. Usiadłem na krześle i przypominałem sobie chwilę narodzin córki, zaręczyny, wspólne noce. Wszystko, wszystkie obrazy przelatywały mi przed oczami, wzbudzając różne emocje. Spędziłem całą noc w szpitalu, zasypiając na krzesełku. Oddział był zamknięty, żadni pacjenci, ani ludzie nie mogli tu wchodzić, po za mną i lekarzami. Tylko (t.i) leżała tutaj, a jej opieka była intensywna...

1 komentarz: