Otworzyłam oczy, pragnące jeszcze snu. Obróciłam się, mając nadzieję, że zastanę obok mnie Harrego. Rozejrzałam się po całym pomieszczeniu, nie odnajdując nigdzie chłopaka. Zakładając biały szlafrok, rozglądałam się po mieszkaniu. Dokładnie sprawdziłam każdy pokój, a po Hazzie, ani śladu. Usiadłam na kanapie, zastanawiając się czy to nie był sen. Myśląc dłuższą chwilę, dotarło do mnie, że przecież po za szlafrokiem jestem naga. Czyli to nie był sen, nie rozebrałabym się sama. Chyba. Nie, na pewno bym się sama nie rozebrała. Więc czemu go nie ma? Co zrobiłam znowu nie tak, że uciekł.
- Już wstałaś? - zapytał loczek wchodząc do salonu.
- Gdzie ty byłeś kretynie? Bałam się, że mnie zostawiłeś...
Poderwałam się z kanapy i wtuliłam w chłopaka.
Ulga i radość jednocześnie wypełniły moje ciało. A wielki kamień smutku, został zepchnięty z moich barków.
- Jak mogłaś tak pomyśleć? Nie zostawię cię już nigdy, pamiętasz jesteś moją dziewczyną na ZAWSZE.
- Wiem, przepraszam, gdzie byłeś?
- W sklepie, proszę Mikołaj mnie zahaczył i kazał ci przekazać prezent, wczoraj zabłądził po drodze- chłopak uśmiechnął się i wręczył mi malutką paczuszkę.
- Ale ja nic dla ciebie nie mam, nie mogę tego wziąć- odparłam smutno.
- Ty mi już dałaś prezent.
- Jaki?
- Was, mam największy skarb na świecie, no ale jakbyś dorzuciła jeszcze buziaka...nie obraziłbym się.
Pocałowałam Harrego i uradowana chwyciłam prezent. Ciekawość i podekscytowanie rozpierało mnie. Rozerwałam dekoracyjny papier i otworzyłam pudełeczko. Oczy zeszkliły się na widok podarunku.
- Dziękuję, to jest piękne...
Rzuciłam się w ramiona Harrego, całując go.
- Mogę ci założyć? - zapytał.
- Tak.
Podałam mu kartonik, z którego wyjął naszyjnik z pięknym wisiorkiem. Odgarnął moje włosy i zapiął owe cudeńko. Chwyciłam serduszko w ręce i przeczytałam " (t.i ) i Harry na zawsze razem ".
- Teraz każdy będzie wiedział, że jesteś tylko moja.
- Kocham cię.
- Ja ciebie bardziej.
Po zjedzonym śniadaniu, udaliśmy się do rodzinnego miasta Harrego. Strach towarzyszył mi całą drogę. Duży stres przyprawiał mnie o bóle brzucha. Ściskało mnie w żołądku, a wielka gula narastała w gardle, uniemożliwiając wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa. Dreszcze przechodziły przez moje ciało, a ręce wciąż drżały.
- Harry ja nie dam rady zawróć.
- Kochanie spokojnie dasz radę, za 5 minut będziemy.
Po tych słowach naprawdę poczułam się lepiej. Widząc jak Harry parkuje na podjeździe, strach uderzył ze zdwojoną mocą. Chłopak otworzył moje drzwi i czekał, aż wysiądę, ale ja nawet nie miałam takiego zamiaru. Zaparłam się z całej siły nogami i ani mi się śniło wysiąść.
- Skarbie no chodź, spójrz na mnie, jestem z tobą.
- Nie działa to na mnie .
- Ok.
Harry chwycił mnie, wziął na ręce i wyciągając z samochodu.
- Co ty robisz?
- Nie dałaś mi wyboru.
Zaniósł pod drzwi i stawiając na ganku, zapukał. Chwyciłam jego dłoń i ścisnęłam bardzo mocno. Spojrzałam w jego oczy, chciał mi pomóc, chciał abym się nie bała. Pocałował mnie w czoło szepcząc " Jestem obok ". Drzwi domu otworzyły się, a serce znacznie przyśpieszyło tępo. Gdyby mogło, teraz pewnie wyskoczyłoby, dostało nóg i uciekło. Jak się domyślam mama Hazza wychyliła się za brązowego prostokąta i ucieszona przytuliła syna.
- Mamo to jest ( t.i ), opowiadałem ci wczoraj o niej.
- Ach tak, witaj w domu kochanie- rzekła kobieta.
Przytuliła mnie, dodając mi tym pewności. Ciepłe uczucie przepłynęło przez ciało, uspakajając troszkę serce.
- Dzień dobry pani- odpowiedziałam.
- Jakie pani, aż taka stara to chyba nie jestem, mów mi Anne, albo mamo jak chcesz? - uśmiechnęła się.
- Mogę mamo?
- Oczywiście.
Od śmierci mojej mamy, nigdy nie użyłam tego słowa do kogoś. Teraz mogłam na nowo poczuć jak to jest. Co prawda Anne nie zastąpi mi jej i mimo, że prawie w ogóle jej nie znam, to już pozwoliła mi się poczuć kimś ważnym.
- Wejdźcie zimno jest na dworze.
Weszłam za kobietą do domu, a Harold za mną.
- Rozbierzcie się, właśnie przygotowujemy z Gemmą śniadanie świąteczne, zaraz przyjedzie babcia i dziadek Harrego oraz ciotka z wujkiem...
Kobieta zniknęła z pola widzenia, a ja zabijałam wzrokiem lokowatego, najchętniej bym się teraz rozpłakała.
- Harry ja nie mogę, nie potrafię, boje się rozumiesz?
- Rozumiem, dlatego nie odstąpię cię na krok, po za tym moja rodzina nie jest taka zła, zobaczysz...
Pocałował mnie chcąc tym uspokoić, ale jakoś nie bardzo mu wyszło. Weszliśmy do salonu, gdzie poznałam jego siostrę i ojczyma. Równie miło mnie przyjęli.
- Czyli jednak Harry nie kłamał mnie, że zostanę babcią?
- Nie....przepraszam- szepnęłam.
- Za co? Bardzo się cieszę, zawsze chciałam mieć wnuki, a ty dałaś mi to szczęście - przytuliła mnie Anne i po gratulowała.
- A ja to co? Jak wiesz, też się do tego przyczyniłem- powiedział Harry udając obrażonego.
- W to to akurat nie wątpię- zaśmiała się i także go przytuliła,- Siadajcie, my z Gemmą jeszcze dokończymy szykować.
- Pomogę wam- zaproponowałam.
- Jeżeli chcesz, ale nie myśl, że pozwolimy ci nosić- odparła z uśmiechem Gemma.
Pomagałam im w przyszykowaniu potraw, przy czym dużo rozmawialiśmy. W myślach dziękowałam intuicji, że kazał mi ubrać się w cienkie czarne rajstopy i kremowy dłuższy sweterek z reniferami. Przynajmniej wyglądałam choć trochę odświętnie.
- Dobrze, dziewczyny idźcie siadać, ja tylko pokroję pieczywo.
Wykonałyśmy polecenie i zajęłyśmy miejsca. Usiadłam obok swojego chłopaka, uśmiechając się. On obdarzył mnie pocałunkiem w policzek, co spowodowało, że się zawstydziłam i dostałam rumieńców. Złączył nasze dłonie pod stołem w jedność, dodając tym odwagi. Jednak dźwięk dzwonka do drzwi zburzył całą oazę spokoju, która przez chwilę zapanowała w moim ciele. Po chwili do salonu weszła rodzina Harrego, a on wstał witając się z nią. Zrobiłam to samo i przedstawiłam się każdemu. Kiedy wszyscy już zasiedli, zaczęliśmy konsumować posiłki, nie długo później do salonu weszła jakaś dziewczyna. Wysoka, chuda, piękna blondynka. Spojrzałam na Harrego, a on na mnie, widziałam w jego oczach lekki strach i przejęcie. Przywitała się ze wszystkimi i podeszła do Harrego przytulając i całując go w policzek.
- Dawno cię nie widziałam - widać jak się do niego zaczyna kleić.
- Ja ciebie też, poznaj to ( t.i ) moja dziewczyna, (t.i) to moja była Samanta- przedstawił nas Harry.
Jej mina pokazywała wiele, nienawidziła mnie i vice versa. Chcąc być miłą wstałam i przywitałam się z nią. Usiedliśmy z Harrym na swoje miejsca, a ona zajęła miejsce obok Gemmy. Rodzina Harrego, była bardzo miła, śmiali się, żartowali, jednak mi wcale nie było wesoło. Widziałam jak Harry i Samanta na siebie patrzą....



Następny :D
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że ona nic nienamiesza:)
OdpowiedzUsuń