sobota, 1 czerwca 2013

Opowiadanie z Harrym cz.11 "Piątka chłopaków"

*** 3 miesiące później ***

Zapięłam tą samą torbę pełną ciuchów co kilka miesięcy temu. Ten sam karton, wypełniały te same ramki ze zdjęciami i tymi samymi pamiątkami po bliskich. Weszłam do łazienki ubierając czarne rurki, bokserkę i biały sweter. Poprawiłam swoje włosy i na głowę naciągnęłam białą czapkę. Mój brzuszek był już trochę widoczny, 4 miesiąc. Dokładnie sprawdziłam każdy kąt, czy aby czegoś nie zapomniałam. Chwyciłam swoje bagaże i wyszłam z motelu, zostawiając kluczę na recepcji. Udałam się na tą samą stacje kolejową co 4 miesiące temu i czekałam na środek lokomocji. Po 20 minutach siedziałam już w swoim przedziale i byłam w drodze do Londynu. Tak wracałam tam, przez uzbierane już wcześniej pieniądze kupiłam sobie małe przytulne mieszkanko, w jakimś apartamentowcu. Był na drugim końcu Londynu, w spokojnej dzielnicy, co bardzo mi pasowało. Zamknęłam oczy i oddałam się chwili spokoju. Za oknem szalała jesień, a właściwie jej koniec, lada chwila miała nadejść zima. Moja ukochana pora roku, wszystko stawało się wtedy piękne i nierealne. Po 3 godzinach, zobaczyłam stację w Londynie, na której wysiadałam. Przeciskałam się między ludźmi, próbując dostać się do wyjścia. Wychodząc z pociągu odetchnęłam z ulgą. Nadchodzący wieczór dawał o sobie powoli znać, niebo delikatnie pociemniało, a zegarki wybiły godzinę 17:00. Wsiadłam do wolnej taksówki i podałam mój nowy adres zamieszkania. W przeciągu 20 min byłam na miejscu, weszłam do wielkiej windy i wjechałam na 4 piętro. Stanęłam pod drzwiami do swojego mieszkania i przekręcając klucz pociągnęłam za klamkę. Weszłam do środka i moim oczom ukazał się nie duży lecz pięknie zrobiony salon. Zwiedzałam każdy pokój po kolei, na prawo była mała kuchnia, idealna dla mnie, a zaraz obok łazienka z wanną, której mi tak brakowało i prysznicem. Na lewo natomiast była moja sypialnia, z wielkim łóżkiem i komodą, wykonaną w nowoczesnym stylu. Otworzyłam kolejne drzwi obok sypialni, i ukazał mi się pusty pokój, tylko drewniane panele i białe ściany wymagające pomalowania. To miał być pokój mojego dziecka, właśnie tak sobie to zaplanowałam. Rozpakowałam swoje ciuchy, układając je w staranną kostkę. Ramki ze zdjęciami zajęły miejsca na półeczkach regipsowych zrobionych pod telewizorem, wiszącym na ścianie. Patrząc na ustawione zdjęcia, uśmiech wkradał się na moją twarz. Jedne przedstawiały wesołą dziewczynkę leżącą na łóżku wśród swoich rodziców , drugie 6-latkę idącą z wielkim tornistrem do szkoły, za rękę z mamą, jeszcze inne 10 urodziny w zoo, do którego tak bardzo uwielbiałam chodzić. Ostatnie przedstawiało nastolatkę dumną z osiągnięcia pierwszego miejsca w konkursie muzycznym, gdzieś w drugim planie byli jej rodzice dumni ze swojej pociechy. To były najlepsze chwile mojego życia, ale chwile są krótkie i ulotne. Dlatego właśnie powinniśmy czerpać z nich garściami. Nie bać się popełniać błędy, bo to właśnie na nich się uczymy, to życie uczy nas żyć. Schowałam puste już pudełko do szafy, nie wiedząc czy jeszcze się przyda. Otworzyłam lodówkę i pustka mnie przeraziła, no tak czego się spodziewałam. Ubrałam kremowe buty Emu, wzięłam pieniądze, kluczę i wyszłam z mieszkania. Przechodziłam ulicami Londynu, tak wiele się zmieniło w przeciągu tylko 4 miesięcy. Wsiadłam w autobus i udałam się do centrum, z daleka widać było Big Ben, którego tak bardzo mi brakowało. Szłam jedną z głównych ulic szukając jednego miejsca. Jest, moje oczy rozbłysły iskierkami, na widok napisu Milk Sheyk City, te koktajle śniły mi się po nocach. Pociągnęłam za wielkie szklane drzwi i weszłam do środka. Stojąc w kolejce rozglądałam się po lokalu, był dość spory ruch, jednak mój wzrok na trafił na widok, jaki nie powinien. Piątka roześmianych chłopaków w jednej chwili przywołała tak wiele wspomnień, z którymi się zmagałam, starałam się zapomnieć. Odwróciłam wzrok i stałam nie ruchomo, złożyłam zamówienie i czekałam na napoje.
Modliłam się aby mnie nie rozpoznali, zresztą od tyłu nie mogli, miałam krótsze i ciemniejsze włosy. Odebrałam za mówienie i idąc z dwoma sheykami w ręku wyszłam z lokalu.
Po policzkach spłynęło kilka nie kontrolowanych łez, pociągałam raz jeden raz drugi sheyk. Nie mogłam się zdecydować, który chcę smak, więc wzięłam dwa. Nim doszłam do sklepu opróżniłam dwa kubeczki z napojami. Wyrzuciłam je do pobliskiego śmietnika i weszłam do supermarketu. Kupiłam troszkę jedzenia, zapłaciłam i z nie dużą reklamówką, wracałam do domu. Szłam wolnym krokiem po chodniku. Ciemne już niebo, zdobiły małe jasne punkciki, tworzyły jedną wielką rozsypankę, ale jakby tak chwilę popatrzeć to tworzyły jedność, współgrały ze sobą. Zmarzniętą dłoń wsadziłam do kieszeni, po to aby po chwili wyjąć ją z telefonem. Odblokowałam go i na wyświetlaczu ukazała się 20:00, moje zmęczenie brało już górę. Marzyłam o wskoczeniu pod cieplusią kołdrę i oddanie się snu. Po 20 minutach dotarłam do apartamentowca, ucieszona, że za chwilkę będę w swoim mieszkaniu wcisnęłam przycisk windy. Otworzyłam drewniany prostokąt i weszłam do środka, zdjęłam buty i czapkę, po czym rozpakowałam zakupy. Wzięłam prysznic i ubrana w długie spodnie od piżamy i koszulkę, wskoczyłam na łóżku. Rozłożyłam się na całej szerokości i odpłynęłam, przed oczami mając dzisiejszy widok piątki chłopaków.


Otworzyłam powoli oczy czując się pełna sił co było rzadkością. Przekręciłam się powoli na bok i głaskając brzuch patrzyłam w duże okno. Delikatny puch sypał się z nieba, zatraciłam się w tym widoku.
- Dzień dobry maluszku
Powiedziałam spokojnym tonem do dziecka, w zamian czego poczułam delikatne kopnięcie. Wstałam z łóżka i nie spiesząc się, szłam do łazienki z ciuchami w ręce. Ubrałam białe rurki i białą bluzkę z długim rękawem, na to założyłam kremowy, ciepły sweter, milusi w dotyku. Dokładnie wyszczotkowałam zęby i umyłam twarz. Wytuszowałam rzęsy i poprawiłam swoje włosy. Zrobiłam sobie gorącą imbirowo-malinową herbatę i 3 bułki z nutellą. Po zjedzonym śniadaniu zapakowałam wszystkie potrzebne mi rzeczy do torebki, założyłam buty Emu, a na głowę założyłam czapkę. Przyjrzałam się w lustrze, moje włosy ułożone w delikatne loki, pięknie komponowały się z białym nakryciem głowy. Owinęłam wkoło szyi biały szalik i przepasając torebkę przez ramię opuściłam mieszkanie. Na dworze nie było zimno temperatura była dodatnia, 10° na plusie. Przekraczałam ruchliwe miasto spokojnym krokiem, spoglądając na puch spadający z nieba. Płatki śniegu walczyły o przetrwanie w tych warunkach, delikatny wiatr rozwiewał je na różne strony. A one leciały byle tylko nie upaść na ziemię i się nie roztopić. Big Ben wybił godzinę dwunastą popołudniu. Widząc nie daleko swój cel przyspieszyłam kroku. Co było moim celem? Sklep z farbami i różnymi akcesoriami do domu, chciałam pomalować dzisiaj pokój dziecka, do puki jeszcze mam siłę. Wzięłam wózek i jeździłam nim między półkami szukając działu z farbami. Stanęłam przed wielkim regałem i patrzyłam na te wszystkie kolory. Nie mogłam zdecydować jaki kolor wybrać, nie wiedziałam czy to chłopiec czy dziewczynka. Patrzyłam na każdy kolor po kolei wyobrażając sobie jak będzie wyglądał pokój z jego udziałem.
- (T.I)? - czyjś głos doszedł mnie za
pleców.....

 
Przepraszam jeśli pojawią się jakieś błędy...
I WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI DNIA DZIECKA xx

2 komentarze: