niedziela, 16 czerwca 2013

Opowiadanie z Harrym cz.14 "Skoczyłabym w dół..."

Słońce mocniej przygrzało w ten mroźny dzień, śnieg lśnił kryształkami, a ja pokonywałam kolejne zaspy śniegu, których najwidoczniej nie zdążyli odśnieżyć. Zatrzymałam się na chwilę widząc grupkę małych dzieci, lepiących bałwana. Kule śniegu, nie które nawet większe od nich, ten widok bawił. Podeszłam wolnym krokiem do nich i zakładając białe rękawiczki, zapytałam czy mogę im pomóc. Zgodziły się, zaczęliśmy budować wielkiego bałwana. Ustawiłam trzy duże kule śniegu jedna na drugiej, a dzieci zaczęły robić z węgla guziczki.
- Czekaj podsadsadzę cię- podeszłam do 5-latki i podniosłam ją, umożliwiając zrobienie nosa z marchewki.
Owinęliśmy mu szyję jakimś szalikiem, a na Głowę postawiliśmy zielone wiaderko. Poprosiłam, przechodnia, aby zrobił nam zdjęcie z bałwankiem, którego dzieci nazwały Kulfon. Ustawiliśmy się do zdjęcia i szeroko uśmiechnęliśmy. Pożegnałam się z maluchami i szłam dalej. Wpatrywałam się w ozdoby świąteczne, które powoli zaczynały gościć, w parkach i na wystawach sklepowych. Święta powoli się zbliżały, listopad powoli dobiegał końca. Uśmiech goszczący na mych ustach, z każdą chwilą się poszerzał.
- Zgadnij kto? - ktoś zakrył mi oczy od tyłu, dobrze znałam ten głos.
-Liam?
Odwróciłam się i ujrzałam chłopaka, przytuliłam go na powitanie.
- A gdzie masz Danielle?
- Odwróć się- rzekł, odwrociłam się i przede mną stała Dan z dwoma śnieżkami.
- Nie rzucaj- schowałam się z Liamem i to on dostał śniegiem, co wywołało u mnie napad śmiechu i dostałam drugą śnieżką, zaczęła się wojna.
Nawzajem wymienialiśmy się pociskam, biegaliśmy po parku, chowając za drzewami, radość jaką z tego czerpaliśmy była wielka, nasze śmiechy łączyły się i szły echem po całej okolic.
- Dobra starczy zimno mi, idziemy na czekoladę? - zapytała Dani.
Jej propozycja bardzo mi się spodobała i oboje z chłopakiem na nią przystaliśmy. Weszliśmy do pobliskiej kawiarni i rozsiadając się, złożyliśmy zamówienie. Ściągnęłam rękawiczki i zaczęłam pocierać dłonie, by choć trochę rozgrzać zmarznięte palce. Ciepłe naczynie wpadło w moją rękę, a gorąca ciecz przeleciała przez gardło rozgrzewając od środka moje ciało. Pochłonięci rozmową, nie zauważyliśmy jak czas przelatuje nam między palcami. Na zewnątrz zaczęło się ściemniać, a my chcąc nie chcąc musieliśmy zakończyć nasze spotkanie. Ubrałam swoje już suche rękawiczki i zapłaciwszy za rachunek, wyszliśmy z lokalu. Pożegnaliśmy się uściskiem i każdy ruszył w swoją stronę. Odwróciłam się na chwilę do tyłu, widząc Liama i Daniell,
uśmiech ponownie wkradł się na moją twarz. Szli za rękę, nie widząc świata, który ich otacza, miłość biła od nich na kilometr. Nie chcąc stać jak idiotka ruszyłam w drogę powrotną. Szłam tym samym parkiem co wcześniej, lecz teraz było inaczej. Znacznie mniej ludzi, ciszej, spokojniej. Słychać było tylko gruchot ugniatanego śniegu pod ciężarem moich butów.
- Daj buziaka.
Te słowa sprawiły, że podniosłam głowę i ujrzałam dwójkę ludzi, całujących się. Wszystko było dobrze do puki nie rozpoznałam w chłopaku Harrego. Schowałam się za drzewem, nie chcąc być zauważona i rozpoznana. Zaczęli iść za rękę, a moje serce pękało. Stałam tak oparta o pień i cichutko płakałam. Miał prawo być szczęśliwy, miał prawo kochać, nie mogłam mu tego zabronić. Ja już w jego świecie nie miałam miejsca, byłam niewidzialna jak powietrze....

Zamknęłam drzwi i bezsilne ciało opadło na kanapę. I tak naprawdę gdyby, nie dziecko najprawdopodobniej stałabym teraz na jednym z mostów i patrzyła w dół na rwącą rzekę, a ostatnie minuty mojego życia, świętowałabym z butelką alkoholu. Po czym skoczyłabym w dół i zapomniała co to ból i cierpienie....

 

2 komentarze: