- Czekaj podsadsadzę cię- podeszłam do 5-latki i podniosłam ją, umożliwiając zrobienie nosa z marchewki.
Owinęliśmy mu szyję jakimś szalikiem, a na Głowę postawiliśmy zielone wiaderko. Poprosiłam, przechodnia, aby zrobił nam zdjęcie z bałwankiem, którego dzieci nazwały Kulfon. Ustawiliśmy się do zdjęcia i szeroko uśmiechnęliśmy. Pożegnałam się z maluchami i szłam dalej. Wpatrywałam się w ozdoby świąteczne, które powoli zaczynały gościć, w parkach i na wystawach sklepowych. Święta powoli się zbliżały, listopad powoli dobiegał końca. Uśmiech goszczący na mych ustach, z każdą chwilą się poszerzał.
- Zgadnij kto? - ktoś zakrył mi oczy od tyłu, dobrze znałam ten głos.
-Liam?
Odwróciłam się i ujrzałam chłopaka, przytuliłam go na powitanie.
- A gdzie masz Danielle?
- Odwróć się- rzekł, odwrociłam się i przede mną stała Dan z dwoma śnieżkami.
- Nie rzucaj- schowałam się z Liamem i to on dostał śniegiem, co wywołało u mnie napad śmiechu i dostałam drugą śnieżką, zaczęła się wojna.
Nawzajem wymienialiśmy się pociskam, biegaliśmy po parku, chowając za drzewami, radość jaką z tego czerpaliśmy była wielka, nasze śmiechy łączyły się i szły echem po całej okolic.
- Dobra starczy zimno mi, idziemy na czekoladę? - zapytała Dani.
Jej propozycja bardzo mi się spodobała i oboje z chłopakiem na nią przystaliśmy. Weszliśmy do pobliskiej kawiarni i rozsiadając się, złożyliśmy zamówienie. Ściągnęłam rękawiczki i zaczęłam pocierać dłonie, by choć trochę rozgrzać zmarznięte palce. Ciepłe naczynie wpadło w moją rękę, a gorąca ciecz przeleciała przez gardło rozgrzewając od środka moje ciało. Pochłonięci rozmową, nie zauważyliśmy jak czas przelatuje nam między palcami. Na zewnątrz zaczęło się ściemniać, a my chcąc nie chcąc musieliśmy zakończyć nasze spotkanie. Ubrałam swoje już suche rękawiczki i zapłaciwszy za rachunek, wyszliśmy z lokalu. Pożegnaliśmy się uściskiem i każdy ruszył w swoją stronę. Odwróciłam się na chwilę do tyłu, widząc Liama i Daniell,
uśmiech ponownie wkradł się na moją twarz. Szli za rękę, nie widząc świata, który ich otacza, miłość biła od nich na kilometr. Nie chcąc stać jak idiotka ruszyłam w drogę powrotną. Szłam tym samym parkiem co wcześniej, lecz teraz było inaczej. Znacznie mniej ludzi, ciszej, spokojniej. Słychać było tylko gruchot ugniatanego śniegu pod ciężarem moich butów.
- Daj buziaka.
Te słowa sprawiły, że podniosłam głowę i ujrzałam dwójkę ludzi, całujących się. Wszystko było dobrze do puki nie rozpoznałam w chłopaku Harrego. Schowałam się za drzewem, nie chcąc być zauważona i rozpoznana. Zaczęli iść za rękę, a moje serce pękało. Stałam tak oparta o pień i cichutko płakałam. Miał prawo być szczęśliwy, miał prawo kochać, nie mogłam mu tego zabronić. Ja już w jego świecie nie miałam miejsca, byłam niewidzialna jak powietrze....
Zamknęłam drzwi i bezsilne ciało opadło na kanapę. I tak naprawdę gdyby, nie dziecko najprawdopodobniej stałabym teraz na jednym z mostów i patrzyła w dół na rwącą rzekę, a ostatnie minuty mojego życia, świętowałabym z butelką alkoholu. Po czym skoczyłabym w dół i zapomniała co to ból i cierpienie....


Boskie :* dawaj nexta. Czekam.! :*:* h
OdpowiedzUsuńDziękuję postaram się jutro <3 Xx
OdpowiedzUsuń