- Przepraszam, nie powinnam.
- Nic się nie stało, choć zrobiłem ci zakupy i ugotowałem obiad- powiedział i ruszył w kierunku kuchni, a ja za nim.
- Harry, nie musiałeś.
- Musiałem, ty musisz odpoczywać, a ja będę się tobą zajmować, nawet jak mi nie pozwolisz.
Uśmiechnęłam się tylko wiedząc, że i tak stoję już na przegranej pozycji. Chłopak nałożył nam obiad i usiadł na przeciw mnie. Oboje jedliśmy i żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć, cisza i cichutkie cykanie zegarka tylko to było słychać. Po zjedzonym posiłku, chciałam przerwać ciszę.
- Było pycha, dobrze gotujesz- pochwaliłam chłopaka.
- Dziękuję.
- Wiesz ja zaraz wrócę, pójdę tylko do sklepu po lody czekoladowe, bo one to podstawa- powiedziałam i chciałam już wstać.
- Nie musisz, otwórz lodówkę- powiedział loczek.
Podeszłam do urządzenia i szarpnęłam za drzwi. Oczom ukazało się chyba z 15, dużych kubeczków lodów, głownie czekoladowych.
- Liam powiedział mi, że uwielbiasz lody czekoladowe, więc zrobiłem ci zapas.
- Dziękuję jesteś kocha...yyy.. to znaczy dziękuję- zmieszałam się.
przyzwyczajenia i usiadłam na kanapie. Okryłam nogi kocem i wcinałam lody. Biorąc kolejny widelec do buzi usłyszałam z kuchni jak Harry rozmawia przez telefon.
- Zaraz przyjdę, słońce nie denerwuj się.......... Tak.... Jestem u Liama....już idę, ja ciebie też....
Rozłączył się i wychodząc z kuchni ubierał swoje rzeczy.
- Ja już muszę lecieć, jakbyś była głodna, wszystko masz w lodówce. Przyjdę jutro rano, a i jak coś by się stało to mój numer masz w kuchni na stolę- powiedział i machając na odchodne wyszedł z mojego mieszkania.
Zabolało mnie to, wiedziałam, że poszedł do swojej dziewczyny. Miał prawo, ale jednak to rani. Serce ponownie wypełniła pustka, a wszystkie pozytywne emocje ulotniły się w jednej chwili. Poleciały gdzieś wysoko w atmosferę, jak balonik z helem, który sam nie jest wstanie utrzymać się na jednej wysokości. I lecąc wysoko w górę pod wpływem ciśnienia pęka, tak samo jak ja pod wpływem emocji pękam i płacze. Bo jestem tylko człowiekiem. Myślicie, że życie to bajka? Nie, zdecydowanie nie. Życie jest zbyt trudne, ma za wiele przeszkód. Jest zbyt wymagające. Za dużo oczekuje od tak prostej dziewczyny jak ja. Odebrało mi już tak wiele, odebrało wszystko co najcenniejsze, więc czemu ranni mnie wciąż na każdym kroku? Czym zawiniłam, co zrobiłam nie tak? Czemu los nie chcę dać mi szczęścia, pozwolić bym była szczęśliwa ? Tak bardzo tęsknie za jego loczkami, którymi uwielbiam się bawić, za jego zielonymi, pełnymi głębi i tajemnic oczami. Za jego dołeczkami i ustami, które są jak narkotyk. Teraz ma je inna, a ja mogę jedynie wspominać, lecz wspomnienia ranią i wielu z nas nie zdaje sobie z tego sprawy jak bardzo. Oczywiście nie wszystkie, ale człowiek najbardziej zapamiętuje te złe, których za nic nie da się wymazać z pamięci. Mówią, że czas leczy rany, ale to bzdury, on tylko wydłuża nasze cierpienie, działa na naszą niekorzyść. A słowa czym są? Nie wiem, ale czasem jest ich zbyt dużo i potrafią zranić bardziej niż, najostrzejszy nóż wbity w jakąś część naszego ciała. Biorąc ostatni widelec lodów, wstałam z kanapy i wyrzuciłam pojemniczek do śmieci. Wydawało mi się, że już nie będę płakać, że wypłakałam wszystkie łzy, ale wchodząc do kuchni w oczy rzuciła się kartka z jego numerem co wywołało kolejne wspomnienia i łzy. Zmęczona, wykompałam się i położyłam do swojego łóżka. Noc nie należała do najłatwiejszych, chwilowe, ale silne bóle głowy i brzucha nie pozwalały mi zmrużyć oczu.
*** Następnego Dnia ***
Czyjeś krzątanie w kuchni wybudziło mnie ze snu. Ubrana w długie spodnie od piżamy i luźną koszulkę, wyszłam z sypialni. Przemierzałam mieszkanie idąc w kierunku kuchni.
- Harry co ty tu robisz? - zapytałam, a zdziwienie wkradło się na moją twarz.
- Powiedziałem wczoraj, że przyjdę rano- uśmiechnął się.
- No tak, ale jest dopiero...- przerwałam, szukając zegarka.
- 12:00- dokończył za mnie.
- Już?
- Tak, siadaj śniadanie już jest.
Usiadłam, a przed oczami pojawił się talerz naleśników. Zjadłam kilka, nie byłam zbytnio głodna.
- Czemu nie jesz, nie smakują ci? - zapytał z troską.
- Nie są pyszne, ale nie chcę mi się jeść, zjedz za mnie, proszę- podałam mu talerz.
Opuściłam kuchnię i poszłam się ubrać, założyłam zielone spodnie dresowe i czarną bluzkę. Włosy zaplotłam w niedbałego warkocza i wróciłam do salonu. Stałam opierając się o framugę.
- Dzisiaj do ciebie przyjdzie Danielle, zabierze cię na spacer.
- Nie traktujcie mnie jak kalekę, sam potrafię dać sobie radę, nie musicie latać w koło mnie i mi usługiwać, po prostu bądźcie, proszę- miałam z lekka tego dość.
- Nikt cię nie traktuję jak kalekę, nawet tak nie myśl...
- Harry?
- Tak?
- Ja cię nie zdążyłam jeszcze przeprosić, ja nie chciałam kłam...- w tym momencie zadzwonił telefon Hazza.
- Muszę odebrać.
- Jasne.
Opuściłam kuchnię i usiadłam na kanapie, tak nie wiele brakowało, a zniszczyłabym wszystko, chciałam go przeprosić i powiedzieć, że nie przestałam kochać. Głupia, przecież on ma dziewczynę, jest szczęśliwy.
- Możesz dokończyć- wszedł do pokoju i usiadł obok.
- Ja po prostu chciałam cię przeprosić i wiem, że mi nie wybaczysz, ale czy między nami może być normalnie?
- Ja już ci wybaczyłem ( t.i ) i pewnie, że może być- przytulił mnie co było strasznie miłe.
- Kopie, chcesz dotknąć? - zapytałam chłopaka.
- Mogę?
- Tak, daj rękę.
Delikatnie chwyciłam jego dłoń i przyłożyłam do brzucha, jego uśmiech poszerzył się, a w oczach pojawiły się iskierki radości.
- Czuję- powiedział zaczarowany.
- Ono wszystko już słysz i też czuje, że tu jesteś.
- Kocham cię maluszku- szepnął co wywołało u mnie radość, ale i smutek. Kochał dziecko, tylko je, nie mnie- Ja będę już leciał, musimy jechać do studia z chłopcami, wpadnę później, do zobaczenia.
Chłopak opuścił moje mieszkanie, a ja ponownie zostałam sama ze swoimi myślami...


Piekne. :* dajesz nn kochanie. <3
OdpowiedzUsuńJeżeli znajdę chwilkę to dzisiaj dodam, jak nie to jutro na pewno
OdpowiedzUsuń