sobota, 25 maja 2013

Opowiadanie z Harrym cz.8 "Wynoś się..."

Gorączkowo myślałam gdzie mogli go porwać, nie zabiją go od razu, wiem, że najpierw go po torturują. Drżącymi rękoma wyciągnęłam telefon z kieszeni, napisałam SMS do Toma " Porwali go, wiesz gdzie są? ", długo nie czekałam na odpowiedź " Co?!!!! Nie wiem gdzie są, ale trzeba go znaleźć, biorę ekipę!!!! ". Usiadłam na chwilę na fotelu, spojrzałam na Paula, jego twarz wyglądała jakby ktoś zabił mu jego własne dziecko.
- Liam, stary nie płacz uratujemy go, to pewnie jakieś fanki go porwały- powiedział Niall
Spojrzałam na twarz chłopaka był załamany, wiedział, że go zabiją, ale ta świadomość zabijała też go, chłopcy byli jak bracia.
- Wiem gdzie są - poderwałam się z krzesła- Paul zostań z chłopakami.
- Nie, (t.i) nie dasz rady oni są za silni, jadę z tobą- też wstał.
- Nie możesz, chłopców też mogą porwać, tu nie chodzi o mnie tylko o Harrego i o was zrozum.
- O co tu do cholery chodzi? - krzyczał Zayn.
- Nie mamy czasu, oni go zabiją- szepnęłam.
Wybiegłam z budynku i szybko wsiadłam do taksówki.
- Może pan jechać szybciej!!! - krzyknęłam.
Wysiadłam z samochodu, zostawiając 5 dolarów i biegłam ile sił w nogach. Dobiegłam do starych murów, gdzie schowałam się słysząc nadjeżdżający samochód.
- Gdzie chłopak? - zapytał ostry męski głos.
- Siedzi przywiązany do krzesła na placu- odpowiedział drugi.
- No to teraz się zabawimy- powiedział poprzedni.
Szybko wystukałam w klawiaturze telefonu, numer Toma i wysłałam wiadomość gdzie jestem.
Aaaaa - usłyszałam krzyk Harrego.
Szybko wyciągnęłam pistolet z torebki i rzuciłam ją gdzieś w krzaki. Wybiegłam za muru i stanęłam przed facetem, który kopał Harrego leżącego na ziemi i zwijającego się z bólu.
- Zostaw go słyszysz - powiedziałam spokojnie trzymając pistolet w ręku.
- Proszę, proszę kogo my tu mamy- facet, przybliżył się do mnie, ale ja zrobiłam krok w tył- szkoda twojego życia wiesz, umrzesz poświęcając się dla bez wartościowego chłopaka.
- Zamknij się!!!! Nic o nim nie wiesz!!!! - wybuchłam.
- Hamuj słowa dziwko, jesteś jak swoja matka....- moja złość, narastała we mnie, to on, on zabił moich rodziców, a każde jego słowo przywoływało wszystkie wspomnienia, które powiększały wściekłość- myślisz, że się ciebie boję...hahaha co ty mi niby zrobisz?
- To samo co ty moim rodzicą, widziałam jak ich zabijałeś, odebrałeś mi wszystko co miałam, teraz ja odbiorę tobie...ale twoje życie!
- Hahaha, zbierz ją- powiedział.
Poczułam czyjś silny uścisk i szarpnięcie, wyrwał mi broń. Mocno kopnęłam go w nogę i wykręciłam rękę, przewracając go na ziemię. Podbiegłam do faceta, który cały czas próbował zabić Harrego, rzuciłam się na niego i wyrywałam mu broń, padło kilka ślepych strzałów. W tym czasie zdążył przyjechać Tom z ekipą, zaczęli łapać pozostałych, Paul też przyjechał uwolnił i odciągnął na bok Harrego.
-I co teraz zrobisz? - zapytał facet trzymając nóż w moim kierunku
Z całej siły znienacka złapałam jego rękę odwracając nóż w jego stronę, poczuła mocne draśnięcie na biodrze i coś ciepłego, spojrzałam w dół i zobaczyłam krew. Mocne uderzenie w brzuch sprawiło, że upadłam. Mocne kopnięcia zadawane mojemu ciału, sprawiały ogromny ból. Plama krwi która tworzyła się obok mnie była coraz większa. Mój wzrok napotkał Harrego, patrzył na mnie. Wstałam z ziemi i w nagłym przypływie energii, zaczęłam okładać pięściami przeciwnika, ciosy stawały się coraz bardziej bolesne i silniejsze. Facet mocno podniósł mnie do góry i rzucił o ziemię, upadłam uderzając w betonową ziemie. Podniósł mnie za włosy i złapał za szyję. Zaczęłam się dusić, resztkami sił sięgnęłam do buta i wyciągnęłam nóż, wbiłam mu go w Serce. Sama upadając na ziemię i próbując oddychać.
- Mała wstawaj, nic ci nie jest? - z ziemi podnosił mnie Tom.
- Boli, gdzie Harry muszę z nim pogadać?
- W samochodzie z Paulem. Ale ty teraz jedziesz do szpitala- wziął mnie na ręce, wsadził do samochodu i zawiózł.
W szpitalu przyjęli mnie od razu, na szczęście rana nie była poważna, założyli kilka szwów i bandaż, oprócz tego od kazili i nakleili mi plaster na łuk brwiowy, gdyż miałam rozcięty. Koło 17:00 wyszłam ze szpitala, na własne rządanie i pojechałam taksówką pod dom chłopaków. Otworzyłam drzwi, weszłam do środka i stanęłam w drzwiach salonu. Kiedy Harry mnie zobaczył, zaczął krzyczeć.
- Wynoś się, nienawidzę cię rozumiesz, ja cię kochałem, a ty?
- Harry daj mi wyjaśnić....- z moich oczu leciały łzy.
- Nie, wynoś się, nie chcę cię znać, jak mogłaś mnie okłamywać, okłamywałaś nas wszystkich, odejdź!!!!
- Har...
- Powiedziałem odejdź!!! - wydarł się.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz