"Powiedziałeś, pozwoliłeś się odkryć...ale dlaczego nie w całości?"
Drzwi za mną zamknęły się z trzaskiem, przyprawiając o lekki niepokój.
- Gdzie my jesteśmy ?
- Nad zatoką Edinburgh.
- Jesteśmy w Szkocji ?
- Tak... daleko nas wywieźli prawda ?
Kiwnęła, głową próbując oswoić się z informacjami.
- Chodź, czas teraz na niespodziankę.
Splótł nasz dłonie, kierując nas ku pomostowi. Morska bryza delikatnie ocierała moje policzki, dając mi delektować się świeżym zapachem. Mijaliśmy łódki i jachty, które co następny wydawały się być bogatsze. Mój wzrok przykuła malutka łódka wiosłowa, zakotwiczona między białym, dużym jachtem, a nowoczesną, wielką, katamaranom.
- Niespodzianka...
- Łódka ? Co my z nią zrobimy ?
- Nie. Katamarana, popłyniemy nią.- podniósł dłoń wskazując przed siebie.
- Co ?! Louis przepłynięcie się nią na pewno kosztuje tysiące...
- Tak, ale ona jest moja.- przerwał mi.
CO?!
Jak to ona jest jego ? Ale przecież... skąd... jak... On jest bogaty ? Moja świadomość krzyczała, żebym zabierała nogi za pas i uciekała. Jednak nie mogłam, chciałam widzieć wszystko. Zbyt bardzo go kocham, by uciec.
- Jesteś bogaczem ?
Nie wierze, że to powiedziałam.
- Nie ja, moi rodzice są.
- Ale...
- Wyjaśnię ci to, chodź usiądźmy.- w jego oczach krył się strach.
Przed czym ?
Louis poprowadził mnie kilka kroków w tył usadzając nas na ławce, z widokiem na Jachty, Łódki i jego Katamarane.
- Więc...
Zaczęłam widząc, że chłopak milczy. Przeniósł na mnie, swój pełen niepokoju i nieufność wzrok.
- Louis mów.
Starałam się mówić spokojnie, ale panika przedzierała się w moim głosie. Czemu on jest taki nie spokojny ?
- Nie znam swoich prawdziwych rodziców, pamiętam jedynie urywki obrazów z dzieciństwa, ich twarze rozmazane, jak przez mgłę. Nie wiem, jak mieli na imię, nie wiem czy żyją. Nawet jeśli to nie chcę ich znać. -jego głos był bardziej ochrypły niż zwykle.- Nie chcieli mnie, byłem nie chciany. Do 16 roku życia wychowywałem się na ulicy. Policja była moim drugim domem. Biłem się, kilka razy mało nie zabiłem człowieka.- ścisnął moją dłoń, jakby bał się, że zaraz wstanę i ucieknę z krzykiem.
Zrobił pauzę, przyglądając się mojej twarzy. Z trudem, oddychałam, nie wiedząc co jeszcze mi powie.
- Kradłem, bo nie miałem co jeść.- kontynuował- Raz w przypływie złości, zdemolowałem cały sklep spożywczy. Nie udało mi się uciec, miałem 17 lat, ale policja potraktowała mnie jak dorosłego i zamknęła za kratkami.- z moich oczu pociekły łzy, nie radziłam z przyswojeniem sobie tych wszystkich informacji. Louis nie jest brutalem, jest dobry.- Spędziłem w nim 4 miesiące, później... Państwo, którym nagromadziłem szkód związanych ze sklep, wyciągnęli mnie z więzienia i przygarnęli. Dali mi wszystko, jedzenie, ubrania, dach nad głową, rodzinną miłość, ciepło, dali mi nowe życie. Mają wszystko, są cholernie bogaci. Nie pasowałem do nich. Nie chciałem ich bogactwa, wyprowadziłem się do Londynu. Pan.. mój ojciec podarował mi tą Katamarane. Oni są jedynymi ludźmi, dla których potrafiłem być normalnym, miłym człowiekiem. Uratowali mnie.
- Louis...- przerwał mi kontynuując.
- Hey, ja nadal jestem tym potworem z ulicy. Cała złość z dzieciństwa, wszystkie urazy nadal we mnie drzemią. Wyładowuje się, zadając komuś ból. Nie panuję nad swoją agresją Hey. Nie wybaczę sobie, jeżeli cię skrzywdzę, jestem niebezpieczny. Zrozumiem jeżeli chcesz odejść, dam ci spokój.
Co !? Teraz da mi spokój, kiedy ja nie chcę bez niego żyć ? Wytarłam swoje mokre od słonych łez policzki i wpatrywałam się w twarz bruneta. Nie odejdę, nie mogę. Objęłam go ramionami w pasie i wtuliłam w jego koszulkę, cicho szlochając.
- Nie jesteś potworem, nie jesteś niebezpieczny Louis. Jesteś zagubiony we własnym, życiu. A ja nie mam zamiaru odchodzić, mówiłam ci. Kocham cię, mimo twojej agresji, którą jesteś wstanie zwalczyć. Kocham.
Milczy. Czemu nic nie mówi ? Jego niebieskie oczy wypełnia ulga, bez cienia strachu, niepokoju, gniewu. Są po prostu błękitne, wolne.
- Powiedz coś.
Wpatruje się w moje tęczówki, nie ruszając się.
- Louis powiedz coś do cholery.
- Kocham cię Aniele.
Szepnął, a jego oczy wypełniły się miłością. Zatopił moje ciało w swoich umięśnionych ramionach, a ja zaciągnęłam się jego zapachem. Najpiękniejszym perfumem na ziemi.
- Mam jeszcze jedną niespodziankę.- obdarzył mnie nie śmiałym uśmiechem.
Teraz to już chyba nic nie jest mi straszne.
- Jaką ?
- Zaraz się dowiesz, tylko obiecaj mi, że nie przestraszysz się od razu i pomyślisz...- jest taki tajemniczy.
Nie przestraszysz ? Pomyślisz ? Dobra nie wiem co to może być, ale czuję lekki strach.
- Gotowa ?
- Na co ?
- Na rejs. Do niespodzianki trzeba dopłynąć....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz