- Ale...
- Do zobaczenia skarbie- ucałowała mój policzek, dopiła sok i wyszła.
Zostawiła mnie z milionem pytań. O co chodzi ?
***
- Lucky co mam zabrać ?- pies usadowił się na łóżku, patrząc na mnie.
Dalej zadzwonię do Pauline.
Sięgnęłam telefon, wybierając w kontaktach jej numer. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci, nie odbiera.
*** Rozmowa telefoniczna ***
- Halo ?
- Gdzie my jedziemy, nie wiem co spakować ?- zrezygnowanie zagościło w moim głosie.
- Nie powiem ci gdzie, ale spakuj długie i krótkie spodenki, koszulki na ramiączkach i zwykłe. Bluzę i co ci jeszcze potrzebne.
- A ile mam tego wziąć ?
- Na tydzień chyba starczy. A i weź ten kij bejsbolowy co masz w szafie.
- Po co mi ?
- Do samoobrony słonko. Papa.
Co ? Gdzie ona chce nas wywieźć ? Spakowała, wszystko co potrzebne, schodząc na dół. Usadowiłam się na kanapie, czekając na 16:00. Miałam jeszcze godzinę, kiedy przyszedł sms. Otworzyłam go, a moją twarz pokryło zmieszanie.
"Pauline:
Zmiana planów, wyjeżdżamy o 15:30, za 10 minut będę u ciebie. Upewnij się, że wszystko spakowałaś... zwłaszcza kij.''
Sprawdziłam torbę, jak kazała. Wszystko miałam. Przeszłam do korytarza i ubrałam czerwone vansy. Założyłam siwą, wkładaną przez głowę bluzę i poprawiłam kaptur. Zostawiłam mamie liścik, że wyjeżdżam na tydzień i zadzwonię. Przeczesałam palcami długi włosy, pozostawiając je rozpuszczone. Usta przeleciałam bezbarwną pomadką i wyszłam z domu. Dokładnie zamknęłam dom, upewniając się kilka razy. Założyłam torbę na ramię i zeszłam do taksówki, która już czekała. Wsadziłam najpierw bagaż, a później ja weszłam. Przywitałam się z Pauline, która miała jedynie małą torbę.
- Gdzie ty masz ciuchy ?
- W torbie.
- Że tej.
- Tak.
Dobra to wszystko jest dziwne. Czuję, że ten wyjazd to zły pomysł. Coś się stanie, jestem tego pewna. Taksówkarz zatrzymał się, a my zapłaciwszy mu wysiadłyśmy. Dworzec kolejowy. Po co tu przyjechałyśmy ? Przecież metro też dobrze jeździ.
- Nie patrz tak, tylko chodź.
Ruszyłam za brunetką, a moje nerwy piętnowały. Doszłyśmy do pociągów, a ona wepchnęła mnie szybko do jednego z nich. A następnie do przedziału, nie dając zobaczyć, gdzie on jedzie.
Usiadłam ciężko na siedzeniu, nie mając ochoty nic mówić. Przerażała mnie powoli ta podróż. Myśli męczyły się powoli tym wszystkim. 2 godziny drogi, wydawały się wiecznością. Wysiadłyśmy na jakiejś stacji, jeśli można to tak nazwać. Tylko my tu się zatrzymałyśmy. Dookoła rozciągała się łąk, pokryta dużą ilością żółtych mleczy. Tory. Las gdzieś w oddali. Przypomina mi to wieś. Słońce mocno ogrzewało skórę, przyprawiając o przyjemne uczucie. Podciągnęłam rękawy bluzy do łokcia, a jeansowe rurki, lekko podwinęłam nad kostki. Dalej były już za ciasne.
- Co my tu robimy ?- zadałam pierwsze pytanie od wejścia do pociągu.
- Czekamy.
- Na co ?
- Na samochód, zaraz się wszystkiego dowiesz. Bądź cierpliwa.
Czy ja nie jestem cierpliwa ? Mogłam wysiąść z tego pociągu od razu, jednak postanowiłam poczekać. Nic nie mówiąc, usiadłam na ławce, która nie była w najlepszym stanie. Spróchniałe drewno wyglądało, jakby miało się zaraz złamać. Co dziwne, utrzymała mój ciężar.
~ Oczami Pauline~
Czekałam, czekałyśmy na Harrego, który miał przyjechać po nas samochodem. Spóźniał się, co musiało świadczyć o problemach. Lekkie nerwy, zajmowały moje ciało. Ekscytacja i adrenalina opadała. W głowie pojawiały się pytania '' A co jeśli..''. Widziałam zdenerwowanie Heyley. Nasz plan. Już tak niewiele brakowało do jego spełnienia. I znowu, a co jeśli zamiast wyjść dobrze, wyjdzie źle ? Co jeśli stanie się jej krzywda ? Odsunęłam od siebie te wszystkie myśli, wiedząc, że już nie ma odwrotu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz